Ubezpieczenie na narty - jakie błędy mogą sporo kosztować?

https://pl.freepik.com/

Czy narciarstwo jest ryzykownym hobby? Podobnie jak w przypadku snowboardingu, odpowiedź na to pytanie może wzbudzać kontrowersje. Na pewno ryzyko (w tym wypadku finansowe) rośnie, jeśli miłośnik sportów zimowych popełnia błędy dotyczące wyboru ubezpieczenia. Chodzi nie tylko o sytuacje, w których przed zimowym wyjazdem, jego uczestnicy w ogóle nie posiadają żadnej ochrony ubezpieczeniowej, aczkolwiek takie przypadki nadal się zdarzają (mimo zaleceń NFZ-u oraz resortu spraw zagranicznych). Kosztowne mogą być również sytuacje, w których ubezpieczenie na narty co prawda zostało wykupione, ale takiej ochrony z całą pewnością nie można uznać za optymalną. Zacznijmy jednak od sytuacji, w której narciarze mogą okazać się najbardziej lekkomyślni.

Błąd numer 1: brak jakiegokolwiek ubezpieczenia

Już wcześniej wspomnieliśmy o zaleceniach, które formułuje zarówno Narodowy Fundusz Zdrowia, jak i Ministerstwo Spraw Zagranicznych. Chodzi o zakup przez urlopowiczów ubezpieczenia turystycznego - również w przypadku zimowych wyjazdów. Mimo wszystko, zdarzają się jednak osoby niewykupujące polisy przed zagranicznym wyjazdem na narty. Jakie padają argumenty? Oto przykłady: „Mamy przecież kartę EKUZ” lub „To tylko Słowacja, czyli niedaleko”. Oczywiście, podobne argumenty sugerujące, że ubezpieczenie na narty jest niepotrzebne można jeszcze mnożyć. Przypatrzmy się jednak dwóm powyższym.

W pierwszej kolejności warto zwrócić uwagę, iż Europejska Karta Ubezpieczenia Zdrowotnego (EKUZ) nie gwarantuje bezpłatnego leczenia za granicą w ramach publicznego systemu służby zdrowia. Jak wiadomo, taka karta w razie wyboru prywatnych usługodawców medycznych z krajów UE/EFTA, nie ma żadnego znaczenia. Natomiast w przypadku publicznego leczenia może się okazać, że konieczna będzie dopłata ze środków własnych, gdyż takie zasady dotyczą mieszkańców danego kraju. Przykładem niech będzie odpłatność za pobyt w publicznym szpitalu na terenie Niemiec, Szwajcarii lub Austrii, czyli państw popularnych wśród narciarzy.

A co ze wspomnianą już Słowacją? Tam za popyt w publicznym szpitalu nie zapłacimy posiadając kartę EKUZ, ale trzeba płacić chociażby za leczenie stomatologiczne. Poza tym Słowacja podobnie jak inne kraje UE i EFTA nie refunduje kosztów przewozu chorego Polaka do ojczyzny. Pamiętajmy również o kosztach ratownictwa w górach (nie tylko słowackich). Polska stanowi bowiem europejski wyjątek jako kraj, który po akcji ratowniczej nie pobiera opłat od lekkomyślnych turystów.

Błąd numer 2: OC sportowe wymagane, a mamy zwykłe OC

Czasem okazuje się jednak, że turysta posiadał ubezpieczenie na wyjazd zagraniczny (letni lub zimowy), które jednak nie zadziałało. Dlaczego? Może się tak zdarzyć, jeśli wykupione ubezpieczenie turystyczne nie uwzględniało uprawianej dyscypliny sportu. Jeżeli narciarz lub snowboardzista chce spróbować chociażby jazdy poza wyznaczonymi trasami, to może się okazać, że konieczna będzie wcześniejsza dopłata składki w celu zachowania ochrony podczas uprawiania sportu. Ubezpieczyciele o tym informują oferując ubezpieczenie na narty.

Brak sprawdzenia warunków ochrony może spowodować przykrą niespodziankę nie tylko w kontekście kosztów leczenia. Czasem okazuje się bowiem, że niefortunny narciarz lub snowboardzista poniesie odpowiedzialność cywilną, ponieważ w danej sytuacji konieczne było OC sportowe uwzględniające uprawiany sport. Polisa OC oferowana np. z ubezpieczeniem mieszkaniowym nie zawsze działa w razie uprawiania sportu, co oznacza, że ubezpieczyciela czasem nie dotyczy odpowiedzialność za szkody na stoku.

Błąd numer 3: koszty ratownictwa z niskim limitem

Ile kosztuje akcja ratunkowa w Alpach i dlaczego tak dużo - ten temat jest poruszany od dawna. Przypomnijmy, że w przypadku Niemiec, Austrii oraz Szwajcarii mowa o kwotach wynoszących przeciętnie 3000 - 5000 euro za jedną akcję śmigłowca krótszą niż godzinę. Jednakże czasem koszty ratownictwa w górach mogą być znacznie wyższe. Chodzi o skomplikowane sytuacje wymagające większego nakładu pracy i środków. Właśnie dlatego kupując ubezpieczenie na narty z refundacją kosztów ratownictwa nie należy zakładać, że w razie nieszczęścia koszt przeprowadzonej akcji będzie typowy.

Błąd numer 4: polisa z niskim limitem transportu

Kolejnym błędem jest lekceważenie kosztów transportu chorego lub (w najgorszym razie) ciała zmarłego turysty do kraju. NFZ pokryje tylko pierwszy z tych kosztów i to pod warunkiem, że leczenie na terenie Polski okaże się odpowiednio tańsze (po uwzględnieniu kosztów transportu). Narciarze z Polski zwykle wybierają kraje europejskie, co nie oznacza, że wspomniane koszty transportowe zawsze będą niskie. Nawet transport chorego karetką z pobliskiej Słowacji może kosztować znacznie więcej niż 10 000 zł.

Dobre ubezpieczenie na narty wcale nie musi być bardzo drogie. Agent ubezpieczeniowy pomoże wybrać ochronę na miarę potrzeb. I to za darmo. Sprawdź sam >

Autor: Andrzej Prajsnar
O ubezpieczeniach pisze od 2014 r. Zajmuje się również tematyką nieruchomości i finansów osobistych. Studiował ekonomię oraz finanse i rachunkowość. Jest autorem artykułów, wypowiedzi i analiz ubezpieczeniowych publikowanych przez liczne media internetowe (np. RP.pl, Bankier.pl, Fakt.pl, Infor.pl, Bank.pl) oraz tradycyjne (m.in. Rzeczpospolita).
Ubezpieczenie turystyczne Ochrona podczas podróży zagranicznych
Skontaktuj się z nami